Labirynt i coś jeszcze... Sztuka zdobywania.
Gabriela Dragun

Od trzech lat, raz w roku peryferia Wrocławia stają się centrami – centrami sztuki. Młodzi artyści z różnych stron Polski zdobywają i adaptują zapomnianą przestrzeń miasta, na tyle plastyczną i dostępną, by można było zmierzyć się w niej ze stereotypami (również dotyczącymi działań twórczych), narzuconymi modelami zachowania, kontaktu, czy wreszcie wyrażania emocji.

Odwracalna ingerencja, dostosowanie, oswajanie i zmiany dokonywane w obszarze zewnętrznym, wpływają pośrednio na świat wewnętrzny uczestnika przeistaczanej przestrzeni, sprzyjają wtajemniczeniu, umożliwiają przemianę. Artyści biorący udział w festiwalu sztuki SURVIVAL organizowanym przez wrocławską Galerię !Sputnik i Fundację Art Transparent w nowych, specyficznych okolicznościach doświadczają inicjacji i/lub przemiany artystycznej. Zrujnowane budynki po koszarach wojskowych (SURVIVAL 2), teren dawnego Browaru Mieszczańskiego (SURVIVAL 3) – opuszczone, zapomniane, zahibernowane, wymagały odczarowania. Na nowo zdobyte i oznaczone zyskują nowy wymiar. Ożywają za sprawą rozmaitych strategii twórczych: performanceu, environmentu, instalacji, działań parateatralnych, projektów multimedialnych.

Wtajemniczenia dostępują również odwiedzający festiwal. Przemierzając korytarze, błądząc w półmroku ledwie oświetlonych sal, pokonując schody prowadzące nie wiadomo gdzie, zmuszeni są do pełnego przeżywania i aktywnego uczestnictwa. Tereny wystawiennicze Survivalowców to nie muzea, galerie, gdzie jest się skazanym na bierne patrzenie, zobowiązanym do przestrzegania ściśle określonych zasad. Tu widz staje przed wyborem: Czuć czy myśleć? Aby nie zgubić się w labiryncie, trzeba zaktywizować i wykorzystywać informacje płynące ze wszystkich zmysłów, zdać się na intuicję. Niektóre instalacje tak bardzo wtopione są w otoczenie, że mogą być pominięte, przeoczone przez nieuważnych, a może raczej mało ciekawskich. Często też to, co widoczne, odczuwalne dla jednych, dla drugich staje się przezroczyste, nieuchwytne.

Przegląd sztuki w ekstremalnych warunkach implikuje ekstremalnie zintensyfikowane i zmultiplikowane doznania: od poczucia lęku do fascynacji; od zażenowania, chęci wycofania się i ucieczki, po przyjemność płynącą z patrzenia (podglądania), dotykania (obmacywania), wsłuchiwania się (podsłuchiwania)… Pokonywanie barier architektonicznych ściśle wiąże się z pokonywaniem barier psychicznych, sprzyja przełamywaniu rozmaitych tabu.

Główną zasadą obowiązującą w świecie dla wytrwałych zdobywców jest aktywność. Puste ramki, krzesła, nawet stryczki…czekają na użytkowników, prowokują, jak przyczepa campingowa – happening Katarzyny Goleń, Kariny Marusińskiej i Agnieszki Rzeźniak (SURVIVAL 3) – z przewrotnym napisem: „Baw się (ze) mną”. Wystarczy podejść, pociągnąć za sznurki, by ożywić zamknięte w środku dziewczyny-marionetki. Przystępność i zależność lalek sugeruje kontakt sprowadzony do aktów zakamuflowanej przemocy, perwersyjnej zabawy erotycznej.

Zaburzona komunikacja, a nawet jej brak, izolacja – tak w kilku słowach można określić atmosferę przestrzeni domu, wykreowanej przez Piotra Asfelda. Czarne pokoje o ścianach wydzielonych żółto-czarną taśmą zaludniają piktogramy. Ruch zostaje zastąpiony dźwiękiem – odgłosami, jakie czasem dobiegają zza ścian, z mieszkań naszych sąsiadów – który doprecyzowuje sytuację.

Dystans do przedmiotu pożądania, brak kontaktu i jego potrzebę, podkreśla instalacja Macieja Panasa. Do gołębia – symbolu Ducha Świętego – nie sposób dotrzeć (niezwykłe w mieście pełnym gołębi); można zobaczyć go na ekranie telewizora umieszczonego na wieży, a wszystko to ogląda się przez lunetę. Innego rodzaju paradoksy patrzenia unaocznia instalacja Michała Dracza. Prześwietlone obrazy – konstrukcje z kafelek, rur, zaworów – są ekspansywne, pochłaniające do tego stopnia, że pozostają w nas, utrwalone na siatkówce, nawet kiedy zamkniemy oczy – jak wtedy, gdy zbyt długo wpatrujemy się w słońce.

W pamięci zaznaczają się również sceny z video-instalacji Tomasza Ryndaka. Tworzą one swoistą galerię „dokonań”, fotograficzny zapis kataklizmów, zniszczeń, spustoszeń, dokonanych nie przez żywioły natury, ale przez człowieka, jego nieposkromioną chęć podporządkowania sobie i panowania nad wszystkim.

Jesteśmy bombardowani nie tylko obrazami, ale i pierwotnym, wszechogarniającym dźwiękiem, który narzuca nam tempo i rytm poruszania się, wzmaga atawistyczne odczucia. Na niby-boisku do nie wiadomo czego – jest tu i kosz, i bramka, z boku stoją narty, rower, gdzieś leży porzucona piłka – Pokolenie JP II gra na bębnach. Ni to dresiarze, ni blokersi… Najbliżej im do szalikowców, jednak szaliki wiszą grzecznie na wieszaku. Czyżby chwilowe zawieszenie broni? Miłośnicy bijatyk stają się miłośnikami pokoju? Ciekawy sposób na zintegrowanie przeciwieństw, zaproponowany przez Annę Cygańczyk w ironicznym happeningu.

Przestrzeń nienaruszona, dziewicza i jak po katastrofie, w rozkładzie, odpychająca, nieruchoma, obie martwe w dojmujący sposób, nie do zniesienia, łączą się na festiwalowym obszarze. Mają jakąś historię, ale są oznaczane po raz kolejny. Na starą mapę, nanoszona jest nowa, bez wymazywania czegokolwiek, bez korekt. To Thenemos, strefa wyznaczona do katharsis, gdzie przychodzi się oczyścić ze znaczeń. Rytualne obmycie nie jest jednak możliwe. Do sterylnej łazienki – instalacja Michała Bieńka – nie można wejść. Białe ściany bronią dostępu do równie białych, nietkniętych umywalek; nie ma kranów, więc nie poleci z nich woda… Jedyne co można, to zajrzeć do wnętrza przez szyby i przejrzeć się w wypolerowanych lustrach. Doskonała okazja, by zobaczyć prawdziwego siebie, zajrzeć w głąb duszy.

Innym sposobem na oczyszczenie może być wejście do „Ogrodu niemożliwego” i ponowna konfrontacja z mitemrajskim. Przekraczanie granicy, jak sięganie po owoc z drzewa zakazanego, jest pociągające, niekiedy wyzwalające. Ewa i Adam, bohaterowie performanceu Moniki Koniecznej i Józefa Markockiego, zrzucają z siebie ubrania – atrybuty współczesnego świata – by w kontakcie z ziemią przygotować się do wejścia na kolejną gałąź Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego. Ich celem jest połączenie rozdzielonych pierwiastków: kobiecego i męskiego, scalenie rozdartych sfer sacrum i profanum. Póki co, nie są do tego gotowi, ziemia zatrzymuje ich przy sobie. Przeczuwa się jednak, że w „Ogrodzie niemożliwym” wszystko jest możliwe i wszystko może się zdarzyć…

Nie sposób podsumować, bądź ocenić wydarzenia, które, właściwie, trwają. Rzeczywistość survivalowa nie ogranicza się do tu i teraz, otwiera się na to, co dopiero przyjdzie, zadzieje się… bo na dzianiu przecież się opiera. Wiele jest jeszcze labiryntów do odkrycia i zdobycia dla tych, którzy będą chcieli wziąć udział w kolejnej edycji SURVIVALU.